RSS
poniedziałek, 09 listopada 2009
Pierwszy raz poczułam jakąś nić porozumienia z Poznaniem.

Wczoraj wychodząc z Kina Apollo postanowiłam z narzeczonym, że zajdziemy do Głośnej Samotności na gorącą czekoladę. Jak wielkie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że nie ma tam już księgarniokawiarni, a od poczatku 2010 roku będzie tam solarium! Co za absurd.

Ostatnio dowiedziałam się, że nie działa już Kapitałka, został tylko jej mały element pod moim wydziałem w Collegium Novum, a Bookarest przenoszą do innego, mniej klimatycznego miejsca.

Co się dzieje? Czy to naprawdę ten kryzys?

Przytoczę tu artykuł z Gazety Wyborczej.

 

Znika Głośna Samotność, kona Kapitałka

Z kulturalnej mapy Poznania znika księgarniokawiarnia Głośna Samotność, a z nią ambitna literatura i dyskusje. Kona kultowa Kapitałka. Jej księgozbiór musi zmieścić się w małym baraku

- Ten lokal tętnił życiem - mówi Edward Pasewicz, który w Głośnej Samotności prowadził spotkania z poetami. - Było to wyjątkowe miejsce - dodaje literaturoznawca prof. Przemysław Czapliński, stały bywalec.

Księgarniokawiarnia Głośna Samotność - wzorowana na warszawskim Czułym Barbarzyńcy - powstała dwa lata temu przy ul. Ratajczaka. Pomysłodawca Piotr Wróblewski wynajął lokal, zrobił remont, a potem organizował spotkania z pisarzami, wieczory poezji, wystawy, koncerty, DKF-y i warsztaty dla dzieci. Wszystko za własne pieniądze. Książki sprzedawały się jednak słabo, a czynsz trzeba było płacić. Także w wakacje, kiedy nie ma w Poznaniu studentów. Pieniądze się skończyły. - Szkoda, bo każde zdrowe miasto potrzebuje spotkań, dyskusji, wernisaży, ale nikt zdrowy na umyśle nie doprowadzi się do finansowej ruiny - mówi Wróblewski.

Czy to koniec kameralnych księgarni? Przy ul. Mielżyńskiego nie znajdziemy już kultowej Kapitałki. Przeniesiono ją do wcześniejszej filii przy Collegium Novum - do blaszanego baraku wielkości kiosku. Całego księgozbioru zmieścić się tam nie udało. Przy Mielżyńskiego będzie teraz księgarnia PWN. - Kapitałka to było miejsce z duszą, panował tam niepowtarzalny klimat i można było znaleźć największy wybór literatury humanistycznej - wspomina Włodzimierz Naumczyk, który przepracował tam 10 lat. - Staraliśmy się utrzymywać publikacje aż do wyczerpania nakładu, co w dobie szybkiego księgarstwa, gdzie sprzedaje się tylko nowości, jest ewenementem.

Z Dziedzińca Sztuki Starego Browaru zniknie księgarnia Bookarest, dziecko Kapitałki. Od początku lutego znajdziemy ją w Browarze, ale za filarami (wejście od ul. Półwiejskiej). - Dziedziniec nie jest zadaszony, więc klienci do nas nie docierają, kiedy pogoda nie dopisuje - tłumaczy Roman Romanowski, kierownik Bookarestu. Powierzchnia księgarni w nowym miejscu zmniejszy się o prawie 40 m kw. - Ciągle będziemy organizować spotkania, ale bardziej kameralne. Na większe wydarzenia będziemy musieli szukać innego miejsca - mówi Romanowski. I dodaje: - Miasto nie jest zainteresowane takimi projektami jak księgarnia, w której można napić się kawy, ale też wziąć udział w interesującej dyskusji. Dotuje się duże strzały, a to zgubna polityka, bo nie kształtuje nawyków systematycznego korzystania z tzw. intelektualnej rozrywki.

Pasewicz: - Dziwi mnie, że miasto bezczynnie przygląda się upadkowi Kapitałki czy Głośnej Samotności i woli wydać pieniądze na chór pieśni patriotycznych i dudziarzy.

Przedstawiciele magistratu twierdzą, że nie mają prawnych możliwości udzielenia wsparcia właścicielom księgarni. - Chyba że wystartują w "otwartym konkursie ofert na realizację zadań miasta w obszarze kultura, sztuka, ochrona dóbr kultury i tradycji" - podkreśla Jarosław Anczewski z wydziału kultury i sztuki Urzędu Miasta. - W tym roku na projekty kulturalne, które w takim konkursie wystartowały, wydamy do końca roku 6 mln zł. Wsparliśmy 195 takich inicjatyw. Najbliższy konkurs ogłosimy do końca października.

Największym problemem jest jednak płacenie czynszu. - Znam Głośną Samotność i wiem, że dużo się tam dzieje. Organizacje pożytku publicznego, ale nie tylko one, mogą wynająć od nas lokal na preferencyjnych warunkach. Ważne, żeby robiły coś dla miasta. Tak jest np. z Teatrem Strefa Ciszy przy Grunwaldzkiej - mówi Jarosław Pucek, dyrektor Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych.

Czytelnictwo w Polsce spada. Wg badań Biblioteki Narodowej i TNS OBOP w 2008 r. tylko 38 proc. Polaków przeczytało choć jedną książkę, a to najgorszy wynik od 1992 r. Kiepską sytuację małych księgarni pogarsza sprzedaż przez internet. Książki to najczęściej kupowany tą drogą towar.

Dobrze radzą sobie tylko duże sieci, które mają największe upusty od wydawców. - W Poznaniu wciąż odnotowujemy wzrost sprzedaży książek. W 2008 r. było to 11-15 proc. w porównaniu z ub. r. - mówi Monika Marianowicz z Empiku.

Pasewicz: - Książki są absurdalnie drogie, ale jak ludzi nie nauczymy czytać ze zrozumieniem, to za kilka lat będziemy mieli naród analfabetów.

 

Wszystko to jest po prostu straszne.

12:22, szczeciniankawpoznaniu
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 listopada 2009
17. Ostatsni śnieg...

... widziałam w zeszłym roku mniej więcej w czasie Chanuki. Do Bożego Narodzenia stopniał i nie było go w moim życiu, aż do dziś.

Rozradowana jasnym porankiem i światłem za oknem wyskoczyłam dziś rano z mojego szczecińsko-poznańskiego łoża jak sprężyna i mojemu zdziwieniu końca nie było.

Głosy wydobywający się z pieżyny podsumował tą całą sytuację najtrafniej: czy ja czuję już barszcz? Chyba skoczę po choinkę.

 

Czy ktoś mi sensownie odpowie: po nam śnieg na początku listopada? Dlaczego nie ma go nigdy między Chanuką a Bożym Narodzeniem?

09:33, szczeciniankawpoznaniu
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 listopada 2009
16. Mewy! Mewy! Mewy!

No coś niesamowitego!

W ciągu jednego dnia nagle pojawiły się wszędzie. Na jeziorku w Parku Sołackim jako małe białe punkciki na spokojnej wodzie. Nad Parkiem Mickiewicza jako białe powyginane linie, tak bardzo przypominające o niebie nad Szczecinem. No i pojawiły się też za moim oknem na Winiarach. Nie wiem co mnie podkusiło, ale postanowiłam, że je trochę pokarmię.

Podkradłam z lodówki narzeczonemu odrobinę wędliny drobiowej i ułożyłam na parapecie za oknem kuchennym. Nie musiałam długo czekać, bo krążące nad moim osiedlem mewy od razu rzuciły się do ataku na mięso. Waliły w okno dziobami, przepłaszały się wzajemnie.

Niesamowite, z dala od domu, od moich morskich powiewów znad Zalewu Szczecińskiego mogłam oglądać moje "siostry" ze Szczecina. Lubię kiedy rano budzi mnie krzyk mew, nastraja mnie pozytywnie do życia.

A kiedy ja ostatnio karmiłam mewy?? W Helsinkach! Tak, w stolicy Finlandii z moim ówcześnie świeżo upieczonym chłopakiem-żeglarzem zajadaliśmy się na jakimś skwerze McChikenem. Bardzo namolna mewa, która miała chyba z 10 kg nadwagi dostała od nas sałatę w majonezie... Nie była zbyt zadowolona, ale zjadła z pokorą.

Co za kochane ptaki!

15:47, szczeciniankawpoznaniu
Link Komentarze (6) »
piątek, 11 września 2009
15. Nowe, nowe! Ale nie zielone...

I po przerwie. Mój powrót do Poznania okalały wrześniowe upały i poznańskie gęste powietrze. (Matko Naturo! Czy nie mógłby powiać tu szczeciński, morski wiatr... choć raz?). Po mieszkaniu na Wildzie, na Jeżycach teraz trafiłam na os. Winiary. Absolutnie cudownie. Mam balkon, wpsaniałych sąsiadów, piękny widok na zachody słońca. I nawet rosną tu drzewa wyższe niż 5 metrów!

Przyjechałam do Poznania samochodem. Małym. Smart ForFour. Naprawdę zgrabniutki i sprawny w ruchu miejskim. Ale nie w tym mieście. O nie! Poznańskie ulice to zaprzeczenie pozytywnej myśli urbanistycznej! Nikt tu nie programuje świateł na zasadzie zielonej fali! Nigdzie nie można skręcić w lewo! Mało drogowskazów, a jeśli już jakieś są to mogą skołować kierowców zamiast im pomóc. I te ronda! Pożal się boże... Ronda ze światłami na wjazdach i zjazdach. Toż to zaprzeczenie istoty ronda! To są zwykłe skrzyżowania z wyspą na środku. Co za absurd.

Dobrze, że samochodem jeździć po Poznaniu nie będę. Zostaję przy MPK.

18:18, szczeciniankawpoznaniu
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 kwietnia 2009
14. Kochamy Lecha

Urywek rozmowy zasłyszanej w tramwaju, dziewczyna mówi przez telefon

"No, chyba będę musiała kupić szalik Lecha i położyć pod tylną szybą, bo następnym razem urwą mi nie jedno a oba lusterka (...) no nie wiem, może im się moja rejestracja nie spodobała. Ja ze Szczecina jestem."

 

Kochajmy Lecha, nienawidźmy Pogoni.

Kochajmy Pogoń, nienawidźmy Lecha.

22:25, szczeciniankawpoznaniu
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 marca 2009
13. Piekło i zakonnica.

Na 13 piątek wypadałoby dodać 13 notatkę.

 

Zatem...

 Jechałam ostatnio tramwajem nr 2, gdy zatrzymał się przy Rynku Jeżyckim, dało się wyczuć, że motorniczemu zależy na czasie. Po otworzeniu drzwi, niezwłocznie zaczął je zamykać. Niefortunnie drzwi zatrzasnęły się na... zakonnicy. Mężczyzna, który w tej krótkiej sekundzie zdążył wysiąść z tramwaju, wskoczył z impetem z powrotem, podbiegł do kabiny motorniczego i wrzasął: "Za to się idzie do piekła, idioto!!" Żebyście widzieli przerażoną minę zakonnicy...

16:28, szczeciniankawpoznaniu
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 lutego 2009
12. Poznaniacy nie uznają kryzysu.

Jako biedna, wiecznie głoda i wiecznie biedna studnetka po zajęciach najczęściej jestem zmęczona i nie mam ochoty gotować w domu. Dlatego stołuję się w barach mlecznych, a te w Poznaniu są naprawdę świetne. Z uczelni najbliżej jest do tzw. "Kuchcika". W godzinach, w których kończą się zajęcia nie uświadczycie tam wolnego miejsca, a warto czekać, bo naleśniki na słodko są najlepsze w mieście, a kuleczki ziemniaczane z kotlecikami serowymi sprawiają, że nawet najwięksi łasuchowie stają się syci. I wszystko oczywiście tanio...

 

Siedząc w "Kuchciku" i zajadając moją pierś z kurczaka z marchewką z ananasem usłyszałam jak chłopak mówi do swojej (prawdopodobnie) dziewczyny, która czekała pilnując dla nich miejsca przy stoliku (w tych godzinach, rzczywiście lepiej chodzić parami - jeden zamawia, drugi broni miejsca). Po 5 minutach podszedł do niej, ona z nadzieją w oczach patrzy na niego, po czym on stwierdza: "Tu jest jakoś za tanio, idziemy do PizzaHut"

 

Poznańskim studentom kryzys niestraszny.

17:54, szczeciniankawpoznaniu
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 stycznia 2009
11. Cynki.

 

Jadę autobusem w Poznaniu, szczeciński billboard za oknem, autobus stoi na światłach, dialog dwóch 80latków, spoglądających na ów obiekt:
-Felek, pamiętasz jakie ty miałeś kiedyś piękne cynki?
-(Felek)?
-No, takie z Łodzi po robotach sobie przywiozłeś.
-(Felek)?
-No, takie właśnie cyną podkuwane.
-Aa.
-No i ty miałbyś z nich wyskoczyć, żeby w jakimś bajorze się kOMpać?

...

20:37, szczeciniankawpoznaniu
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 stycznia 2009
10. Pończochy.

Przeprowadziłam się (i z deszczu pod rynnę, ale to zbyt stresujące, żeby pisać o mojej nowej współlokatorce; grunt, że mam kaloryfer) i moim ulubionym miejscem zakupów jest Rynek Jeżycki. W poniedziałek w drodze z dworca do domu kupiłam właśnie na rynku kurczaka, sałatę lodową, pomidory, ogórki... Przechodząc między kramami zobaczyłam stoisko wypełnione po brzegi rajstopami, skarpetami i pończochami. A że jestem wierną fanką pasa do pończoch i pończoch na zapinki. Podeszłam ochoczo do pani o sympatycznej, ale nieco wczorajszej aparycji i zapytałam: "Czy dostanę czarne pończochy do pasa?" na co ona z wielkim oburzeniem: "Do pasa do mamy tylko rajstopy!"

Nie wiedziałam nawet czy mam się śmiać.

17:10, szczeciniankawpoznaniu
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 grudnia 2008
9. Kilka grzechów głównych Poznaniaków.

 

  1. To z Poznania do Szczecina jest bliżej niż z Poznania do Radomia?
  2. Jej, to Szczecin nie leży nad morzem?
  3. A jaki procent mieszkańców Szczecina mówi po polsku?
  4. Paprykarz szczeciński nie jest ze Szczecina...
  5. ...a nie każda kobieta mówiąca o sobie "prawdziwa szczecinianka" nosiła jako nastolatka tzw. żelazka.
  6. Tak, Hitler i Stalin są honorowymi obywatelami Szczecina, ale historii się nie zmieni.

 Frohe Weihnachten (jak to rodowici szczecinanie pozdrawiają się w okresie bożonarodzeniowym)

11:41, szczeciniankawpoznaniu
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2